Mira gościła ich w ogrodzie.
Było troszkę słodyczy - oczywiście na stole.
Ja zmobilizowałem się do upieczenia
ciasta Magdusi "ala Baba".
A później popłyneliśmy krętą Pilicą w wygodnych kajakach.
Pogoda dopisała na całej trasie.
Na dzikich plażach masa ludzi, chłodziła się
w leniwym nurcie Pilicy.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz